Andrzej Piłat
Prezes Krajowego Urzędu Pracy w latach 1995 – 1997


Krajowy Urząd Pracy dobrze zapisał się w historii


Redakcja „Rynku Pracy” poprosiła mnie o kilka słów refleksji w związku z likwidacją Krajowego Urzędu Pracy, z którego losami byłem bezpośrednio związany przez prawie trzy lata. Kierowałem nim w latach 1995 – 1997, za kadencji premierów Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza.
Dobrze wspominam ten okres, podobnie – jak sądzę – większość Polaków. Wystarczy powiedzieć, że gdy obejmowałem urząd, wskaźnik bezrobocia wynosił ponad 16%, gdy odchodziłem – był poniżej 10%. W liczbach bezwzględnych oznaczało to, że liczba bezrobotnych w Polsce zmalała w tym czasie o ponad milion osób. Było czym się pochwalić.

Nie przeceniam oczywiście roli Krajowego Urzędu Pracy i jego działalności nie przypisuję główne zasługi w walce z bezrobociem. O tym, czy jest praca dla obywateli, decyduje koniunktura w gospodarce, a na nią największy wpływ ma polityka rządu. Szczególnie wyraźnie dostrzegamy to obecnie, kiedy kraj przeżywa wielki dramat bezrobocia. To w gestii rządu są decyzje dotyczące polityki gospodarczej, różnych elementów związanych z obciążeniem podmiotów gospodarczych, tworzeniem zasad rozwoju dla biznesu – małego i dużego, problemy wynikające z wartości złotówki, stymulowania eksportu i importu, etc. Mimo iż urzędy pracy zostały w kraju podporządkowane sejmikom i starostom, społeczeństwo przede wszystkim od rządu oczekuje skutecznej walki z bezrobociem. I słusznie.

O sytuacji na rynku pracy decyduje w pierwszym rzędzie polityka rządu, w mniejszym stopniu samorządy. Dlatego logiczny był system, na czele którego znajdował się Krajowy Urząd Pracy. Był to urząd centralny, w gestii ministra pracy. Szefowi KUP podlegały z kolei Wojewódzkie Urzędy Pracy, które miały samodzielność w podejmowaniu decyzji kadrowych i organizacyjnych. Najniższym szczeblem w tej strukturze były Powiatowe Urzędy Pracy. Całość traktowano jako jeden z instrumentów rządu w kształtowaniu polityki tak istotnej dla każdego obywatela.

Kierowałem Krajowym Urzędem Pracy w czasie, który z perspektywy już historycznej, można uznać za najbardziej rozwojowy okres dla tej instytucji. Wzmocniliśmy się wtedy organizacyjnie i kadrowo, zaczęły pojawiać się nowe urzędy w tych powiatach i województwach, gdzie ich jeszcze nie było. Doprowadziliśmy do ujednolicenia metod pracy, a nawet zewnętrznych atrybutów, np. tabliczek, piktogramów w urzędach, itp. Ba, myśleliśmy nawet o wprowadzeniu jednakowych ubiorów dla wszystkich pracowników (co zresztą, pod koniec mojej kadencji, zaczęto realizować w dwóch czy trzech województwach).
Oczywiście nie te zewnętrzne atrybuty są najważniejsze. Najistotniejsze były cele merytoryczne. Staraliśmy się, by urzędy pracy nie były tylko biurem, do którego bezrobotny przychodzi się zarejestrować i pobrać zasiłek. Szukaliśmy sposobów na udzielanie szeroko pojętej pomocy – udzielano porad, kierowano na kursy zawodowe, pomagano ludziom pokonać stres, jakim zawsze jest utrata pracy.
Jako jedno z osiągnięć wspominam funkcjonowanie miesięcznika „Rynek Pracy”. Jego treści stanowiły ogromną pomoc nie tylko dla samorządów, dziennikarzy ale również dla wielu różnych instytucji.
Krajowy Urząd Pracy i podlegający mu system zdobył wtedy uznanie zagranicznych ekspertów. Międzynarodowa Organizacja Pracy chwaliła nas, stawiała za wzór innym krajom, wskazując, że w krótkim czasie można było zorganizować i przygotować spójny mechanizm, skierowany na udzielanie pomocy bezrobotnym.

Z żalem muszę stwierdzić, że ten system został świadomie zdemontowany w kadencji 1997 – 2001. „Zasługi” w tej mierze poniósł oczywiście rząd AWS – Unii Wolności, którego politycy postawili sobie za cel jego całkowitą „przebudowę”. Wśród nich prym wiódł poseł Jan Maria Rokita, który tak dalece angażował się w tę destrukcyjną działalność, iż wysyłał nawet pisma do starostów, przekonując ich, że powinni przejąć kierowanie znajdującymi się na ich terenie powiatowymi urzędami pracy. Teza to oczywiście fałszywa, bo jak już wspomniałem, walka z bezrobociem leży bardziej w możliwościach rządu niż samorządu. Jan Maria Rokita ponosi olbrzymią, moralną odpowiedzialność za to, co się stało.
„Lobbing” na rzecz przekazania struktur Krajowego Urzędu Pracy samorządom okazał się, niestety, skuteczny. Jako poseł w kadencji 1997- 2001 byłem temu przeciwny, walczyłem z takimi poglądami, ale zostałem przegłosowany. Ludzie którzy mogli się przeciwstawić, nie uczynili tego. Innej postawy oczekiwałem zarówno od ówczesnego ministra pracy, wicepremiera Longina Komołowskiego, jak i prezes KUP pani Grażyny Zielińskiej.
O tym, że można było skutecznie przeciwstawić się demontażowi urzędów pracy, świadczy obrona w Sejmie struktur Ochotniczych Hufców Pracy, które również planowano podzielić. Między innymi dzięki postawie ich komendanta, Janusza Lewandowskiego, integralność OHP została zachowana.

Urzędy Pracy tymczasem przekazano samorządom. Reforma zaszła tak daleko, że obecny rząd mógł już tylko doprowadzić ją do końca. Od roku 2001 Krajowy Urząd Pracy, podległy Ministrowi Pracy, nie zarządzał bowiem już niczym, nie miał możliwości podejmowania decyzji ani kadrowych, ani finansowych, był oderwany od urzędów na terenie kraju. Stał się niepotrzebny.
Oczywiście konsekwencjom zachodzących zmian muszą dziś stawić czoła samorządy. Jedne są lepsze, inne gorsze. Niestety, docierają do mnie przede wszystkim informacje o tym, że urzędy pracy są biurem, ograniczającym się do rejestrowania bezrobotnych. Brak pieniędzy, a także brak doświadczenia lokalnych urzędników sprawiają, że skurczył się zakres ich działalności. Samodzielność w prowadzeniu urzędów pracy to jedno z wyzwań stających przed samorządami. Rząd Leszka Millera podejmuje różnorodne działania, by opanować bezrobocie, spowodować odwrócenie niekorzystnej koniunktury gospodarczej. Myślę, że poprzednio działający system urzędów pracy, z wypracowanymi rozwiązaniami organizacyjnymi ułatwiającymi aktywne działanie oraz z dobrze przygotowaną i zaangażowaną kadrą, byłby dziś bardzo pomocny, ale skoro go nie ma, trzeba sobie radzić w nowych warunkach.

Uważam, że Krajowy Urząd Pracy dobrze się zapisał w historii naszego państwa, a jego dorobek nie zostanie zmarnowany.